Chimery - czy komórki ciał naszych dzieci pozostają w nas na zawsze?

Ta informacja może być ukojeniem dla kobiet, które straciły dzieci. „Nie wszystek umrę” pisał Horacy, mają na myśli potęgę poezji. Dziś, bardziej przyziemnie, odnosić się może do dzieci utraconych, których komórki krążą w ciałach ich matek latami, jak komórki wszystkich dzieci, jakie urodziła dana kobieta. Ich obecność to nie tylko świadomość nieustannej obecności „dzieci” w nas, ale i realne korzyści dla zdrowia.

Komórki dzieci krążą w nas

Myśl o tym, że komórki ciał naszych dzieci krążą w nas jest jednocześnie dziwna jak i fascynująca. Kobiety, które urodziły synów mają w sobie nie tylko żeńskie komórki, ale i męskie, co czyni je „chimerami”. Oczywiście jest to przesadne określenie, ale dość dobrze obrazuje to, że ciało kobiety staję się odrobinę męskie. Naukowcy mówią o mikrochimeryzmie, gdyż tych komórek nie jest dużo w stosunku do wielkości organizmu.

Okazuje się, że nie dość, że komórki naszych dzieci krążą w nas przez wiele lat, to pojawiają się one we krwi już na bardzo wczesnym etapie ciąży. A badając krew kobiet znajdowano komórki ich dzieci nawet po ponad pięćdziesięciu latach po ich urodzeniu! Zaskakujące jest to, że znajdowano komórki męskie u kobiet, które utraciły dzieci w wyniku poronienia, a nawet u takich, które nie wiedziały, że były w ciąży. Już na poziomie bardzo wczesnej ciąży komórki ich dzieci przeniknęły do ich organizmu, by zostać tam na lata. 

Łatwiej znaleźć syna

Co sprawiło, że w ogóle szukano takich komórek we krwi kobiet? Badaczka z Tufts Medical Center – Diana Bianchi – od lat badała krew kobiet, próbując wykryć wystąpienie zespołu Downa u dziecka na poziomie prenatalnym. Zajęła się komórkami męskimi, gdyż jako obce we krwi kobiety, są łatwe do zidentyfikowania. Nie oznacza to bynajmniej, że matki córek nie noszą ich komórek. Ich komórki, podobnie jak komórki synów pozostają w krwioobiegu matek, ale są trudniejsze do zidentyfikowania, ze względu na to, że są żeńskie.

Komórki dzieci wydłużają życie?

Choć sam fakt istnienia komórek dzieci w krwi matek jest wystarczająco zdumiewający, to wiąże się z nim jeszcze bardziej niezwykła hipoteza. Wspomniana już dr Bianchi uważa, że komórki dzieci osadzają się w tych tkankach, które są uszkodzone – lecząc je. Przykładem jest badanie kobiety, która chorowała na raka tarczycy, który ostatecznie wymagał interwencji chirurgicznej, pomimo, że kobieta czuła się dobrze. Po usunięciu chorej części tarczycy zbadano fragment pozostałej – zdrowej. Wyniki badania były szokujące, gdyż okazało się, że zdrowa część tarczycy ma komórki męskie. Kobieta, miała syna, więc wywnioskowano, że komórki jej dziecka osadziły się na tarczycy - odbudowując ją.

Podobną zależność zaobserwowano u innej kobiety, która zmarła wskutek perforacji jelita. Po wykonaniu sekcji okazało się, że najwięcej komórek jej syna znalazło się właśnie w jelicie. Może to świadczyć o próbie regeneracji tego miejsca, lub przeciwnie – o przyczynie choroby.

Badacze skłaniają się do tego, że komórki te będąc - de facto – komórkami macierzystymi leczą nas.

Komórki płodowe

O dobrodziejstwie krwi pępowinowej słyszał niemal każdy z nas. Okazuje się, że w wyniku ciąży kobiety dostają je na dziesiątki lat! Mają one możliwość regeneracji i odbudowy, krążąc we krwi kobiety, gotowe do działania wtedy, kiedy będą potrzebne. Niektóre z tych komórek wbudowują się w tkanki naszego ciała, ale także w jego organy.

Czy to dzięki temu kobiety żyją dłużej niż mężczyźni? Odpowiedź jest zapewne bardziej złożona, jednak zauważono, że kobiety, które nigdy nie były w ciąży żyją krócej niż te, które mają dzieci. Badania pokazują także, że matki rzadziej chorują na choroby nowotworowe. Co więcej, komórki płodowe potrafią przekroczyć barierę krew – mózg. Naukowcy stwierdzili, że te z kobiet, u których w mózgu znaleziono więcej komórek płodowych, rzadziej chorowały na Alzheimera.

Naturalne odrzucenie

Można uznać, że komórki płodowe, to taki naturalny „przeszczep”. Wiążą się z nim jednak  pewne zagrożenia. Układ odpornościowy matki może uznać te komórki za wrogie i odpowiedzieć na nie obroną. Badanie nad powiązaniem mikrochimeryzmu z chorobami układu autoimmunologicznego prowadzi min. dr Lee Nelson. Odkrył on, że u chorych na twardzinę układową najwięcej komórek płodowych znajduje się na skórze. Podobnie jest w przypadku zespołu Sjögrena, gdzie najwięcej z nich znajduje się w gruczołach ślinowych. Przyczyny obu chorób nie są znane, a odpowiedź układu immunologicznego na obecność komórek płodowych jest jedną z teorii.

Potrzeba więcej badań

Wydaje się, że posiadanie większej ilości dzieci jest korzystne dla kobiety. Dostaje ona w zamian za trudy ciąży naturalny bank komórek macierzystych, które chronią ją przed wieloma chorobami. Wspomniana już choroba Alzheimera rozwija się rzadziej u tych kobiet, które mają więcej dzieci. Czy właśnie, że względu na mikrochimeryzm? Badania nad tym zjawiskiem prowadzone są już od połowy lat dziewięćdziesiątych i choć wtedy odrzucono ich wyniki, to teraz naukowcy na nowo badają to niezwykłe i fascynujące zjawisko. I zdaje się, że są coraz mniej sceptyczni.

Dodaj komentarz