Depresja, nerwica, chandra, baby blues, zaburzenia dwubiegunowe – czy wiesz, czym się różnią?

Depresja, nerwica, chandra, baby blues, zaburzenia dwubiegunowe – czy wiesz, czym się różnią?

Chociaż wiemy o depresji coraz więcej, wciąż wielu z nas ma problemy z odróżnianiem podobnych do niej zaburzeń czy chorób – mylimy na przykład nerwicę z klasyczną depresją czy baby blues z depresją poporodową. Dlatego właśnie przygotowaliśmy dla was mały przewodnik. Oto, czym różnią się depresja, chandra, baby blues, nerwica czy zaburzenie dwubiegunowe.

Depresja a chandra

Bardzo często zdarza się, że słyszymy (albo sami mówimy): „Ech, mam depresję ostatnio”. W rzeczywistości najczęściej chodzi o chandrę, która jest niczym innym, jak chwilowym pogorszeniem nastroju.

To, co odróżnia chandrę od prawdziwej depresji, to przede wszystkim czas trwania – chandra trwa od jednego do kilku dni, depresja – co najmniej dwa tygodnie. Ponadto, w przebiegu chandry nie zauważa się specyficznych dolegliwości depresyjnych – zaburzeń snu i apetytu, utraty zainteresowania dotychczas cenionymi sprawami czy wieloaspektowego spowolnienia. Osoby cierpiące na chandrę nie miewają myśli samobójczych, które niestety mogą pojawić się u chorego na depresję.

Jednak tym, co najmocniej odróżnia chandrę od depresji, jest poprzedzenie gorszego samopoczucia stresorami (chorobą, kłopotami w pracy, wielką awanturą z małżonkiem) oraz silne poczucie przejściowości pogorszenia nastroju. Mówiąc kolokwialnie – coś się wydarzyło, jesteśmy zmęczeni albo zrezygnowani i mamy „doła”, ale czujemy, że to chwilowe oraz – że niedługo odzyskamy siły.

Depresja a nerwica

Odróżnienie depresji od nerwicy sprawia problem nie tylko laikom, ale także samym lekarzom – sprawy nie ułatwia fakt, że oba te zaburzenia mogą występować jednocześnie (co jednak dzieje się dość rzadko).

Depresję i nerwicę łączy kilka objawów – to pogorszenie nastroju, pojawianie się lęku, drażliwość, apatia czy problemy ze snem. To, co je różni, to brak długotrwałego pogorszenia nastroju w nerwicy, a także niewystępowanie utraty zainteresowania zajęciami dotychczas sprawiającymi radość czy brak energii. U osoby chorującej na nerwicę częściej natomiast pojawiają się silne objawy somatyczne (bóle głowy, żołądka, biegunki, wymioty), fobie oraz natrętne czynności. Warto także pamiętać, że w choć zarówno w depresji, jak i w nerwicy występuje lęk, to tylko w nerwicy jest on dominującym objawem – u osób depresyjnych stwierdza się przede wszystkim pogorszenie nastroju oraz poczucie beznadziejności i bezcelowości.

Baby blues a depresja

Depresja poporodowa jest jedną z najbardziej groźnych odmian depresji (o czym pisaliśmy tutaj) – wszystko dlatego, że chorujące kobiety wstydzą i boją się poprosić o pomoc z uwagi na objawy (niechęć do dziecka, myśli pełne agresji). Należy jednak wiedzieć, że nawet, gdy czujemy się źle, nie musi to oznaczać depresji – w zdecydowanej większości przypadków chodzi o niegroźny baby blues.

Tym, co odróżnia baby blues od depresji, jest przede wszystkim czas występowania i czas trwania. Baby blues, czyli kilkutygodniowe pogorszenie nastroju, pojawia się w około tydzień po porodzie. Mija entuzjazm i euforia związana z urodzeniem dziecka, pojawiają się kłopoty z karmieniem, przemęczenie, brak snu, trudności w trafnym odpowiadaniu na potrzeby dziecka. Inaczej rzecz ujmując – rozpoczynają się trudne początki macierzyństwa, które dodatkowo łączą się z hormonalną burzą. Baby blues samoistnie znika jednak w ciągu 5-6 tygodni od porodu (i łatwiej przejść ten etap przy wsparciu rodziny).

Depresja poporodowa to już znacznie poważniejsza sprawa. Może pojawić się nawet w pół roku po porodzie, towarzyszy jej poczucie beznadziejności, silny lęk o dziecko, niechęć do zostawania sam na sam z maluchem. Młodej mamie doskwiera silne zmęczenie i brak energii, mogą także pojawić się agresywne myśli skierowane w stronę dziecka albo samej siebie. W takim przypadku jak najszybciej należy skontaktować się z psychiatrą lub psychologiem (próby uzyskania pomocy od członków rodziny są niemal zawsze bezskuteczne, a nierzadko pogarszają sytuację).

Depresja a zaburzenie dwubiegunowe

Niestety, wiele osób z chorobą dwubiegunową (maniakalno – depresyjną) nigdy nie kontaktuje się z lekarzem. Wszystko dlatego, że jednym z objawów klasycznej depresji, o którym możemy przeczytać w różnych źródłach, jest długotrwałe obniżenie nastroju. Skoro zatem raz na jakiś czas dana osoba ma dni czy tygodnie wypełnione euforią, nie ma się czym martwić – tak wnioskuje wiele chorych.

Niestety, nie jest tak do końca. W chorobie dwubiegunowej zupełnie naturalne jest występowanie na przemian epizodów manii (stanów euforii, niezwykłej energii, radości) z okresami przygnębienia. Problem polega na tym, że wspomniane „dobre” okresy wcale dobre nie są – polegają na podejmowaniu irracjonalnych decyzji („rzucam pracę i przeprowadzam się do Australii”), zaciąganiu kredytów na nagle odkryte „talenty”, braku ograniczeń i chaosie. Osobę cierpiącą na tę chorobę, a będącą w okresie manii można scharakteryzować jako: „mogę wszystko, nikt mi nie przeszkodzi”. To osoba głucha na logiczne argumenty, całkowicie podporządkowująca się swoim euforycznym emocjom, które wkrótce zostaną zastąpione przez okres smutku i braku sił.

Podejrzewasz, że możesz cierpieć na jedno z tych zaburzeń? Skontaktuj się z lekarzem!

Wszystkie wymienione zaburzenia (oprócz baby blues) wymagają pomocy lekarskiej. Nie pomożesz sobie, radząc się rodziny, czytając książki o terapiach czy za pomocą ciągłych postanowień, że „od jutra będzie inaczej”. Jeśli więc czujesz, że coś jest nie tak, nie czekaj i poproś o pomoc – w gabinecie psychiatry lub psychologa.

Dodaj komentarz