Kontrowersyjna kampania Libresse, czyli „Viva la Vulva”. O co w niej chodzi i czy jest potrzebna?

Kontrowersyjna kampania Libresse, czyli „Viva la Vulva”. O co w niej chodzi i czy jest potrzebna?

Co jakiś czas media „częstują” nas kontrowersyjną kampanią reklamową. Widzieliśmy już akcję „hejt stop”, pokazującą zdjęcia noworodków, które na opaskach na rączce miały wypisane „szmata” czy „brudas”. Widzieliśmy też: „Pomyśl, zanim wrzucisz”, zwracającą uwagę na wrzucanie zdjęć dzieci do sieci. Ostatnio jednak „na tapecie” są… waginy. O co chodzi w tej kampanii i czy w ogóle jest ona potrzebna?

Najpierw „#bloodnormal”, potem „Viva la Vulva” – o działaniach marki Libresse

Za akcję „Viva la Vulva”, kierującą uwagę na okolice intymne, odpowiedzialna jest marka Libresse, znana także jako „Bodyform”. To nie pierwszy kontrowersyjny ruch ze strony marki – wcześniej wywołała ona poruszenie kampanią #bloodnormal, mającą przełamywać tabu związane z krwawieniem menstruacyjnym. Poza wypuszczeniem stosownego filmu, firma przeprowadziła badania. Aż 74% ankietowanych potwierdziło, że w reklamach telewizyjnych przedstawia się miesiączkę nierealistycznie (wykorzystując np. niebieski płyn zamiast czerwonego). Sam film, pokazujący na przykład krew spływającą po udzie w trakcie prysznica, podzielił odbiorców – niemniej faktem jest, że o kampanii stało się głośno.

Kampanie „Viva la Vulva” także rozpoczęto od przeprowadzenia stosownych badań. Wyniki potwierdziły przygnębiające hipotezy: 44% kobiet odczuwa zawstydzenie w związku z wyglądem swojej pochwy i sromu. 68% w ogóle nie wie, czym jest srom. 25% badanych kobiet uważa, że wszystkie waginy powinny wyglądać tak samo.

Reakcją firmy było stworzenie specjalnego, kilkuminutowego filmiku, na którym przeróżne przedmioty (do złudzenia przypominające waginę) śpiewają „I’m so glad you are mine” i „It’s ok, it’s fine”, „you make me glad I’m a woman” (tł. „cieszę się, że jesteś moja”, „jest dobrze, jest w porządku”, „sprawiasz, że jestem szczęśliwa, będąc kobietą”). Całość filmu można zobaczyć w serwisie YouTube (https://www.youtube.com/watch?v=0k-_4WloY6Y). Celem jest uświadomienie kobiet, że waginy są różne – mają różne kształty, kolory i wielkości, ale że jest to dobre.

Czy kampania Libresse jest potrzebna?

Jak każda kontrowersyjna kampania, tak i ta marki Libresse spotkała się z krytyką – pojawia się między innymi zarzut, że to tworzenie nieistniejących problemów oraz wyrzucanie pieniędzy w błoto. O tym, że tak nie jest, świadczy jednak nieustanna produkcja produktów, które mają zmieniać naturalny zapach czy wygląd waginy. Oto przykłady:

  • „My pink botton” – barwnik, który zaleca się kobietom, których wagina „szarzeje”. Produkt dostępny jest w czterech odcieniach i ma sprawić, że okolice intymne staną się ładniejsze i „różowiutkie”.
  • Miętówka „Linger”. Dopochwowa miętówka!
  • „Sweet Peach” – suplement diety, który ma zmieniać zapach okolic intymnych z naturalnego na słodki, przypominający zapach brzoskwini.

Pomijając fakt, że produkty takie sugerują (błędnie!), że z naturalną pochwą jest coś nie tak, gdy nie pachnie brzoskwiniami i nie jest idealnie różowa, to przecież mogą one zaszkodzić zdrowiu poprzez naruszenie niezwykle ważne mikroflory bakteryjnej. A przecież powinniśmy być nauczeni (nauczone) doświadczeniem – kiedyś zdrowe, piękne kobiety nagminnie namawiane były do stosowania irygacji z lizolu. Efektem tego dbania o „idealną czystość pochwy” było 5 zgonów oraz 193 przypadki zatrucia.

A ty – czy lubisz swoją waginę?

Czy podoba ci się kampania Libresse? A może uważasz, że jest zbyt odważna? I co właściwie sądzisz o swojej waginie – czy w ogóle kiedykolwiek wzięłaś do ręki lusterko, by się jej przyjrzeć?

Dodaj komentarz