O znaczeniu słów w porodzie

„Jak można przebywać w jednym pokoju z rodzącą kobietą i pozostać nieczułym na to, co się w nim dzieje?” zapytała Elisabeth Davis, położna, autorka, wykładowczyni, mówczyni i współorganizatorka wielu międzynarodowych konferencji położniczych podczas warsztatu na konferencji Midwifery Today. Narodziny dziecka, narodziny matki i ojca przyrównała do pobytu w świątyni, do bycia świadkiem cudu. Jakże uprzywilejowani jesteśmy ci, którzy w ten sposób możemy służyć, będąc świadkami cudów narodzin.

Poród ma wymiar nie tylko fizjologiczny jako proces narodzin dziecka. Ma również wymiar psychiczny i dla wielu kobiet duchowy. Czy kiedykolwiek pomyśleliście o tym, że ważne są słowa w porodzie? Słowa wypowiadane przez personel medyczny, przez osoby towarzyszące, przez samą rodzącą? Te słowa zostają w kobiecie na zawsze, ponieważ poród to jedno z najbardziej znaczących wydarzeń w życiu kobiety. Zapamiętane zostaną wszystkie słowa, a raczej emocje, jakie one wywołały – i te trudne i te budujące.

Kobieta rozpoczynająca poród najczęściej wchodzi w niego stopniowo. Jej ciało i umysł powoli odpływają na przysłowiową „planetę poród”. Im bardziej zaawansowany poród, tym mniejszy kontakt z rzeczywistością, a większy ze swoim ciałem ma kobieta. Właśnie w tym procesie potrzebuje minimum bodźców, a te dochodzące do niej powinny mieć pozytywny, wzmacniający ją wydźwięk. Wspominałam już wcześniej o tak ważnych elementach jak życzliwa atmosfera w porodzie, przygaszone świetle, przyjazne osoby.

Miałam okazję wziąć udział podczas tego warsztatu w krótkim ćwiczeniu – do którego zachęcam również Was. Należy pomyśleć o jakimś trudnym, bolesnym słowie wypowiedzianym w okoliczności porodu. Słowie, które się samemu usłyszało lub było wypowiedziane w naszej obecności. Później należy zastanowić nad tym słowem, wyrażeniem. Po chwili powiedzieć to samo, ale w pozytywny sposób. W tym ćwiczeniu podczas warsztatów Konferencji Midwifery Today moją partnerką była kobieta, matka kilkorga dzieci, która miała w zwyczaju opowiadać jednej ze swoich córek na urodziny historię jej narodzin. Słowo, które jej wpadło do głowy podczas tego ćwiczenia, to było „źle ułożona”. Powtarzała swojej córce co roku w jej historii porodowej, że była źle ułożona i że przez to poród był długi i trudny. I teraz poczuła, że na barki swojego dziecka zrzucała za to odpowiedzialność. Poczuła, że nie jest to właściwe określenie. Obiecała sobie, że od tej pory będzie mówiła jej, że było ułożona „na swój sposób”, a długości czy rodzaju porodu nie będzie uzależniała od ułożenia dziecka. Mała zmiana, a mocny przekaz. Historia porodowa może budować, a może też wzbudzać poczucie winy.

Jakie emocje mogą wzbudzić w kobiecie słowa „z tego nic nie będzie”, „nie umie pani urodzić”, „źle to pani robi”? A jakie „jesteś dzielna, silna, wspaniała, mocna, piękna, cudowna”? Każda osoba towarzysząca w porodzie powinna mieć w głowie kilkustronicową listę superlatyw i móc ją dopasować do sytuacji.  Jakże inaczej brzmi „widzę, że jest pani ciężko, może pomoże to”, „czy chciałaby pani spróbować tego”, „co ci pomoże”, „jestem tu dla ciebie”?

Każdy z nas nosi w sobie swoją historię narodzin, ubraną w słowa. Każdy poród, nawet ten trudny, może być źródłem siły dla matki i dziecka. Warto to odkryć dla siebie i też dla przyszłych pokoleń.

Dodaj komentarz