Gdzie dzisiaj Pan leci? - wywiad z Bartkiem Jędrzejakiem

Bartek Jędrzejak to jedna z najbardziej kolorowych i pozytywnych postaci telewizyjnych. Mimo, że żyje w ciągłym biegu, jego praca to jego największa pasja. Bartek jest niezwykle artystyczną duszą, po której nie spodziewalibyście się niektórych rzeczy...

Witaj Bartku! Każdego dnia wstajesz skoro świt i pędzisz do pracy. Jestem bardzo ciekawa, czy po kilku latach można w końcu przyzwyczaić się do wczesnego wstawania?

Witaj! Podobno człowiek jest się w stanie przyzwyczaić do wszystkiego. Co innego się przyzwyczaić, a co innego robić coś z przyjemności (uśmiech). Oczywiście nie zawsze się chce, ale zdecydowanie częściej poranne wstawanie to dla mnie przyjemność. Kto rano wstaje, ten przecież zdąży zjeść śniadanie! A tak poważnie, to na swoje wstawanie nie mam wpływu. Po tylu latach wstawania około piątej nad ranem, nawet w wolny dzień mój organizm grzecznie wstaje bladym świtem, sam bez budzika. Kiedyś byłem nocnym markiem. Najlepiej uczyło mi się, pracowało wieczorem i w nocy. Teraz zwyżkę formy mam zdecydowanie rano. Wieczorem już nie myślę i oddaję się tylko przyjemnościom. Poranne wstawanie to wyzwanie i każdy dzień jest dla mnie nowym wyzwaniem. W mojej pracy każdy dzień to nowe miejsce, nowe tematy, nowi ludzie, inne miejsce w samochodzie czy samolocie… Cały czas w ruchu i bardzo to lubię.

Jako dziecko należałeś do Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca. Jeździłeś w trasy koncertowe po całym świecie. Jak radziłeś sobie z tą sytuacją?

Bez problemu. Szybko stanąłem na nogi. Kilka tygodni w trasie koncertowej to wyzwanie. Nie tylko fizyczne, ale też logistyczne. Organizację opanowałem do perfekcji. Pakuję się w kilka minut i niczego nie zapominam. A trasy koncertowe po całym świecie zaszczepiły we mnie właśnie ciekawość tego świata. Świata, ludzi, smaków, historii. Tak jest do dzisiaj. Mam w domu kawałek Muru Berlińskiego. Tego, który runął 1989 roku. Ten mały kawałek przywiozłem do Polski blisko trzydzieści lat temu. Już jako dziecko powiedziałem sobie że ja nikomu, ani nikt mi nigdy w życiu żadnego muru nie postawi. Staram się tak żyć do dzisiaj. Dużo podróżuję zawodowo. Dużo podróżuję prywatnie: ostatnio Austria, Praga, Madryt, a niebawem Belgia i Antwerpia. Nuda mnie zabija. Co nie znaczy, że nie lubię przeleniuchować cały dzień w domu. Śniadanie w łóżku, kominek i takie tam…

Czy języki obce były dla Ciebie przeszkodą w porozumiewaniu w innymi rówieśnikami?

Początkowo tak. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że bez znajomości języków daleko nie zajadę. Znam angielski i francuski, bardzo słabo rosyjski. Już żałuję, że nie poświęciłem więcej czasu choćby na hiszpański, włoski czy niemiecki. Na moje potrzeby wystarcza – o drogę zapytam, w restauracji zamówię, towarzysko pokonwersuję…

Byłeś niezwykle artystyczną duszą, aż tu nagle pojawił się pomysł, aby zająć się dziennikarstwem na pełen etat. Dlaczego?

Bardzo artystyczną. Zdawałem nawet do szkoły aktorskiej w Łodzi i Wrocławiu. Dla mnie dziennikarstwo to forma aktorstwa. Oczywiście o fikcji nie ma mowy, bo zawsze staram się być dobrze przygotowany i podaję tylko prawdziwe informacje. W końcu to prognoza pogody, nie polityka, ale podobnie jak w filmie czy teatrze: jest plan, są światła, charakteryzacja. Stylistka, która dba o ubranie, garderobiana w garderobie. Trochę teatru w tym jest. Zawsze chciałem być dziennikarzem. Miałem dużo do powiedzenia, buzia mi się nie zamykała. Najczęstsza uwaga w dzienniczku szkolnym? „Bartek rozmawia na lekcji”… I tak jest do dzisiaj (śmiech). A w zawodzie pracuję już… Za dwa lata stuknie mi dwadzieścia lat. Zaczynałem jako osiemnastolatek. Była telewizja osiedlowa, kablowa, regionalna, potem TVP1, TVP Wiadomości, Panorama, Teleexpress, TVN 24, TVN Meteo, a teraz na wyłączność Dzień Dobry TVN. Dużo tego było, bo i lat w zawodzie prawie dwadzieścia.

Twoja praca polega głównie na podróżach. Czy traktujesz je bardziej jako wakacje, czy czasem jest to męczące?

Praca to praca. Jeśli miałbym powiedzieć, co najbardziej męczy mnie w pracy, to właśnie podróże i hotele. Zmiany miejsc i łóżek. W końcu w swoim śpi się najlepiej. Na szczęście Polska nie jest wielkim krajem, za to bardzo ciekawym. Mam dobrych kierowców, są pociągi oraz samoloty. Miło, kiedy kolejny raz wsiadam do samolotu i czuję się jak część załogi… „Gdzie dzisiaj Pan leci? Co będzie Pan robi? A Wy? Zostajecie czy wracacie zaraz z powrotem? Ilu pasażerów dzisiaj na pokładzie? Kto za sterami?”. Podobnie w pociągach. Praca jest dla mnie zawsze pracą. Wieczorem docieram na miejsce, kilka godzin snu, rano program i powrót. Z tymi wakacjami to bez szaleństw. Czas wolny i wakacje spędzam z rodziną i przyjaciółmi, wtedy to są dopiero wakacje!

To jest trochę paradoksalne... Słyszałam o tym, że jakiś czas temu bardzo bałeś latać się samolotem. A jak już wspomnieliśmy, Twoja praca opiera się na podróżach. Czy przezwyciężyłeś jakoś ten lęk?

To się nazywa areodromofobia. Lęk przed lataniem. Do dziś go mam. W samolocie nie czuję się specjalnie komfortowo. Choć jest już dużo lepiej. Dużo wiem. Mam kumpli pilotów. Znam personel pokładowy. Robiłem wiele programów o lataniu. Siedziałem w bagażnikach Boeinga 737. Skończyłem w ośrodku pod Mediolanem szkolenia na stewarda. Dostałem uprawnienia. Lotniska i samoloty nie mają przede mną tajemnic. Leciałem w kokpicie Boeinga, przez moment prowadziłem samolot (na profesjonalnym symulatorze) podczas zajęć zawodowych pilotów. Ale lęk pozostał. Po prostu najlepiej czuję się, mając grunt pod nogami i tyle. Ale samoloty w wielu sytuacjach ratują mi życie. Przemieszczam się ekspresowo. Wielkie dzięki dla wszystkich latających (uśmiech).

A co z wolnym czasem? Uprawiasz jakieś sporty, czy jesteś jednak fanem błogiego lenistwa i odpoczynku?

Sportem jest dla mnie pracą. Ciągle w biegu, wstaję rano. Głownie pracuję na świeżym powietrzu. Zimą świeżym i cholernie rześkim (śmiech). Poza tym standard: rower, basen, czasem siłownia, choć za nią nie przepadam. Nie lubię podnosić żelaza... Nie ukrywam, że bardzo lubię czas w domu. Wiosną i latem ogród oraz taras. Zimą kominek. I nadrabianie zaległości – książki, gazety, filmy i spotkania, spotkania, spotkania. Rodzina, przyjaciele, znajomi. Dobre białe wytrawne wino. Taki sport też ma moc. 

Kiedy ostatni raz wykonywałeś podstawowe badania profilaktyczne?

Tego akurat bardzo pilnuję. Myślę, że nawet do przesady. Mam w rodzinie i wśród bliskich przyjaciół kilku lekarzy różnych specjalizacji. Od kardiologa po toksykologa. Badania robię minimum raz w roku. Krew, cała morfologia, cukier, cholesterol, próby wątrobowe. Cały komplecik. Ostatnie wyniki odebrałem na początku marca. Wszystko jest okey! No prawie. Cholesterol trochę za wysoki. Od blisko dwóch lat nie jem mięsa i jeszcze za wysoki. Choć sporo już spadł, to jednak ciągle powyżej normy. W dolnej granicy, ale powyżej. Lekarz mówi, że taki już cholesterolowy urok mojego organizmu. Także badania systematycznie i bardzo tego pilnuję. 

Czy zdrowy tryb życia jest dla Ciebie ważny?

Staram się żyć zdrowo choć nie zawsze mi wychodzi. Przy tak bardzo nienormowanym czasie pracy, ciągłych wyjazdach, tak częstej zmianie miejsc trudno czasem żyć zdrowo. Bardzo lubię warzywa i owoce. Uwielbiam wszystko, co zielone i jem na tony (śmiech). Sałaty, pietruszki, koperek… Wszystko. Warzywa maksymalnie, owoce również. Dużo spacerów. Zazwyczaj jak wyjeżdżam z rodziną, to dużo spacerujemy. Ostatnio podczas pobytu w Madrycie przez 4 dni zrobiliśmy blisko pięćdziesiąt pięć kilometrów na nogach. Cały czas spacerem po mieście. Metro tylko na lotnisko i z powrotem. Ktoś kiedyś powiedział, że ciężko jest zdrowo żyć. W dzisiejszych czasach nie jest łatwo. Sporo pokus, ale daję radę!

Właśnie, pokusy! Towarzyszą Ci jakieś nałogi lub słabości? Na przykład kilka kostek czekolady tuż przed snem...

Czekoladowych nałogów nie mam… Jeśli chodzi o nałogi, to czasem palę papierosy. Tak towarzysko. Potrafię długo nie palić, nie ciągnie mnie, a potem spotkanie towarzyskie, fajna rozmowa i papierosek. Ale skoro mogę tego nie robić, to chyba nie jest nałóg. Lubię słodycze, ale też bez przesady. Uwielbiam nasz domowy sernik, brownie, a hitem jest tort bezowy. Rodzina i znajomi szaleją, a moja druga połówka w kuchni sprawuje się po mistrzowsku.

A jak radzisz sobie ze stresem, który jest wpisany w pracę dziennikarza?

Stres jest wpisany w mój zawód. Jak sobie radzę? Uciekam przed stresem. Mam kilka miejsc w Polsce i na świecie, gdzie się przed nim kryję. Mam wtedy luz. Ja, organizm i głowa odpoczywamy. Jedno z takich miejsc to rodzinny drewniany dom ok. 60 km od Krakowa. Mała wioska, cudni ludzie i sama natura. Tam zapominam o wszystkim. Mam takich kilka miejsc, gdzie jest dobra energia. Tak zrzucam stres. Pierwsze dni są trudne. Bolą mięśnie, głowa, dużo śpię. Doba, dwie i jestem jak nowo narodzony. Polecam wszystkim taki reset. Sprawdza się.

 

 

Rozmawiała: Karolina Bodura

Zdjęcia: Lidia Skuza

Make up: Zuzanna Zakrzewska

Produkcja: Aleksandra Mikołajczyk

Dodaj komentarz