Czy w natłoku obowiązków zawodowych i rodzinnych, można dbać o siebie i regularnie robić „kobiece badania“? Wywiad z Martą Kuligowską

Marta Kuligowska

Marta Kuligowska, prezenterka telewizijna, a także mama bliźniąt. Zna sposoby na to, jak zakrzywić czasoprzestrzeń i znaleźć chwilę dla siebie. Mimo wielu zajęć udaje się jej w codziennym pędzie znaleźć również czas na pomoc potrzebującym, a bieganie jest dla niej antidotum na stres. Nam opowiedziała o tych stronach swojego życia, których nie znamy ze szklanego ekranu.

Dużo Pani pracuje, jest Pani mamą bliźniaków. Jaki jest Pani patent na radzenie sobie ze stresem i zmęczeniem?

Zacznę od stresu. Bieganie, bieganie, bieganie, i jeszcze raz bieganie. Trzy razy w tygodniu. Kiedy mam wolną godzinę, zawsze wykorzystuję ją na bieganie. Ostatnio słyszałam zdanie, z którym zgadzam się w zupełności: "kiedy biegam, czuję się absolutnie sobą". Zamiast czekać pod salą, aż dzieci skończą zajęcia, na które je zawożę, na godzinę idę biegać. Słucham wtedy książek, teraz kończę "Shantaram" G. D. Robertsa - wspaniała powieść. Bieganie to jest moja godzina, pół godziny, moje czterdzieści minut, czasem więcej - to zależy, ale zawsze jest to mój czas. Buty do biegania mam zawsze w zasięgu ręki, nie zależnie od tego, gdzie jestem, w jakim mieście, czy służbowo, czy na wakacjach – biegam rano i w ten sposób samotnie zwiedzam okolice. To takie  "wietrzenie głowy". Dotleniam się, czuję, że żyję. Jest pięknie.

A zmęczenie? Jak sobie Pani z nim radzi?

Bardzo często jestem zmęczona, i kiedy czuję, że ono mnie dopada, po prostu staram się położyć spać, choć na piętnaście minut, usiąść bądź zdrzemnąć się albo wypić herbatę. Przez moment "odsapnąć". Jeśli mogę to śpię w ciągu dnia - tak sobie radzę ze zmęczeniem. Czery razy w tygodniu, kiedy muszę wstać o 4.00,  a pracę kończę o 22,  wtedy moją receptą na zmęczenie i niedospanie jest drzemka poobiednia, która zwykle ma miejsce między 14 a 16. Trwa ona różnie, czasem godzię, czasem półtorej, ale zawsze kończy się o 16, bo wtedy muszę odebrać dzieci ze szkoły.

Czy oprócz biegania uprawia Pani jakieś inne sporty?

Nie, już na nic nie mam czasu <śmiech>. Ale kiedy się zaczyna sezon, to dochodzi jeszcze jazda na nartach.

Bieganie jest Pani czasem dla siebie. Czy myśli Pani wtedy o czymś, skupia się na czymś? Czy jest ono motywujące w jakiś sposób? A może jest to Pani czas na przemyślenia?

Tak, jak mówiłam, bieganie to sposób na wietrzenie głowy, ale lubię wtedy słuchać książek. Przerobiłam w ten sposób bardzo dużo literatury - kryminały Miłoszewskiego, biografię Romana Wilhelmiego. Wspaniale się słucha książek. Ponieważ jestem w ciągłym pędzie, nie mam tak dużo czasu, by móc usiąść i godzinę dziennie poczytać. Odkąd urodziłam dzieci, mam obsesję wykorzystywania każdych, tak zwanych, "10 minut", więc nawet jak jestem gdzieś w poczekalni u lekarza, podłączam słuchawki do telefonu i również słucham książek, żeby nie tracić czasu.

Jaki był powód dołączenia do grona biegaczy?

Powodem było urodzenie dzieci i dziesięć kilgramów wiecęj na wadze po porodzie. W ciąży nie przytyłam dużo i wydawało mi się, że "samo zejdzie". To był najprostszy, nafajniejszy, najbardziej demokratyczny sposób na schudnięcie - po prostu wyjście z domu. I tak zaczęłam niecałe dziewięć lat temu biegać. Motywują mnie otrzymane po przebiegniętych maratonach medale, bo lubię nagrody w postaci metalowego krążka, ale również uwielbiam patarzeć na spalane kalorie, które sobie zliczam za pomocą różnych aplikacji. Daje mi to poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Czuję się fantastycznie. Robię to też dlatego.

Co było natrudniejsze na początku, kiedy rozpoczęła się przygoda z bieganiem?

Na początku najtrudniej było przebiec pierwsze pół godziny i wejść w rytm, przyzwyczaić swój organizm do wysiłku. Teraz już nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, bo jestem na zupełnie innym etapie, ale wówczas tak. Najtrudniej jest zacząć, zrobić pierwszy krok, a potem to wciąga. Kiedy zaczyna się biegać regularnie, na przykład co dwa dni, to nie ma mowy, żeby odpuścić. Biega się bez względu na pogodę, na porę roku, bez względu na to, czy jest ciemno, czy zimno - po prostu się to robi, jest się wciagniętym, należy się do takiej "sekty biegaczy".

A jak rodzina zapratruje się na Pani zamiłowanie do biegania? Są zaangażowani, czy raczej sceptyczni?

Biegam tylko ja, bo mąż biegać nie może, więc pływa. Dzieci natomiast wspierają moje bieganie w inny sposób. Kiedy w weekend jestem z nimi to biorę je ze sobą – one na rowerze, a ja gonię je biegąc. Tak wygląda nasze wspólne uprawianie sportu. Cała rodzina bardzo mi kibicuje, na dzieciach moje bieganie robi duże wrażenie, to im imponuje. To jest bardzo motywujące dla najmłodszych, kiedy rodzice uprawiają jakiś sport – biegają, czy też jeżdżą konno, rowerem, grają w tenisa. To powoduje, że również dzieci chętniej angażują się w aktywność fizyczną, ale również człowiek dorosły, widząc, że w oczach dziecka jest dla niego wzorem, bardziej przykłada się do wykonywanych ćwiczeń. Dzieci są ze mnie dumne, to, co robię, jest dla nich ważne. Wszystkie medale, które zdobyłam na różnych biegach, wiszą w domu na widoku i przyciągają ich uwagę, bawią się nimi, lubią je oglądać, zadawać pytania o nie. Kiedy przebiegłam maraton, usłyszałam: „Mamo, a o ile to jest 42 km“ i kiedy im odpowiedziałam z ich ust padło magiczne „wow!“. Mój syn jest bardzo chętny, by biegać ze mną, ale jest jeszcze zbyt mały na taki wysiłek. Moim marzeniem jest kiedyś wspólnie z nimi przebiec maraton.

Czy w natłoku obowiązków zawodowych i rodzinnych, ma Pani czas dbać o siebie i regularnie robić „kobiece badania“, by zapobiec np. chorobom nowotworowym?

Jestem w tym bardzo zdyscyplinowana i regularnie robię wszystkie badania: usg piersiSonomammografiaSonomammografia, czyli USG piersi, to badanie gruczołu piersiowego. Obok mammografii stanowi jedną z najpopularniejszych metod diagnostycznych chorób piersi. Badanie to jest zalecane kobietom do 35 roku życia z uwagi na gęstą budowę gruczołu piersiowego w młodym wieku oraz w przypadku zmian mastopatycznych w przypadku, gdy mammografia jest niewystarczająca. Wskazana jest również kobietom, które w okresie klimakterium stosują HTZ wpływającą na zgęstnienie struktury piersi. Badanie to nie naraża pacjentek na promieniowanie jonizujące.   , cytologię, badania okresowe, badania wysiłkowe, które robię przed maratonem, nawet bedąc przekonana, że wszystko jest w porządku. Bardzo się pilnuję w kwestii badań. Od lat mam tych samych lekarzy, którzy mnie prowadzą i przypominają mi o regualrnych badaniach. Tu się nie zaniedbuję. Chodzę również na masaż do rehabilitanta, że względu na bóle w kolanie i bóle kręgosłupa, czy też bóle ciała po maratonie, który jest bardzo wyczerpujący dla organizmu. Nie są to wizyty należące do przyjemności, bo zwykle taki masaż sprawia mi ból fizyczny, a masażysta niemalże wyżywa się na moim ciele, ale to mi bardzo pomaga. A jeśli chodzi inne kwestie, o kobiece zabiegi, na przykład wizyty u kosmetyczki, to nie mam na to czasu.  Kupuję gotowe maseczki, które sama nakładam na twarz. Czasem, jeśli zdarza mi się dostać zaproszenie do salonu piękności, to orientuję nie w porę, że je mam i zwykle jest już po terminie ważności. Raz w miesiącu odwiedzam fryzjera i co 2 tygodnie manicurzystkę. Na inne zabiegi nie mam kompletnie czasu. Może to się jeszcze zmieni z upływem lat.

A wymienione przez Panią zabiegi są wykonywane przz tych samych specjalistów? Ma Pani swój sztab fachowców dbających o wizerunek medialny ?

Od lat mam tych samych ludzi, taki mój team: fryzjerka, pedicurzystka, manicurzystka. Zawsze chodzę do tych samych osób, bo się przywiązuję, przyzwyczajam. Nie muszę nic wyjaśniać – znam się z nimi od lat i to jest świetne.

Jak jest z akceptacją upływającego czasu? Marzy Pani o tym, by zachować młodość za wszelką cenę, jak większość z nas?

Jedno i drugie jest prawdą – akceptuję upływanie czasie i marzę o tym, żeby zachować młodość, by być w dobrej formie, bym długo mogła być piękna, młoda, szczupła oraz bym była w stanie przebiec dystans maratonu, czyli te 42 km i 195 m. Ale oczywiście przyjmuję „na klatę“ fakt, że czas nie stoi w miejscu. Dopóki dobrze wyglądam w telewizji i czuję się fajnie, nie budzi się we mnie żadna obsesja powstrzymania biegnącego czasu. Teraz się czuję o wiele lepiej ze sobą niż 10 lat temu. Wydaje mi się, że mam 25 lat, a nie tyle, ile jest naprawdę. Nie wiem, co będzie za kolejne dziesięć, ale nie martwię się tym specjalnie.

Zwyciężyła Pani w I edycji Kulinarnych Zawodów Dziennikarzy – jaka kuchnia jest bliska Pani sercu? Co Pani gotuje i co je, by wyglądać i czuć się jak najlepiej?

Kuchnia zdrowa i nie tucząca. Dużo warzyw, dużo kasz, mało mięsa, dużo ryb. Nie przesadzamy ze słodyczami, tego bardzo pilnuję. Lukrowane bułki to zupełnie nie nasza bajka. Pijemy głównie wodę. Jemy zupy. W moim odczuciu gotowanie powinno być zgodne z porami roku, a jego produktem końcowym powinno być pełnowartościowe danie. Teraz mamy świetną porę na leczo. Moje dzieci są smakoszami, uwielbiają przeróżne kuchnie: wietnamską, tajsk, azjatycką, włoską. Są  różne diety, ktore przerabiałam, również bezglutenową. Lubię być w swego rodzaju reżimie jedzeniowym. W miarę pilnuję tego, co jem i przykładam wagę do tego, czy moje dzieci jedzą zdrowo.

Taki zdrowy sposób odżywiania się od zawsze był w Pani domu czy był taki moment, kiedy Pani zmieniła nawyki żywieniowe?

Na pewno bardzo zmieniłam nawyki żywieniowe po urodzeniu dzieci, kiedy zaczęłam o tym myśleć, przywiązywać wagę do tego co jem. To był czas, kiedy postanowiłam schudnąć po porodzie. Wcześniej, te 9 lat temu, zanim dzieci pojawiły się na świecie, nie przywiązywałam wagi do tego. Zawsze uwielbiałam jeść i próbowłam różnych rzeczy, byłam smakoszem. Jestem osobą, która nie jest wybredna i lubię prawie wszystko. Uważam, że dobrze gotuję. Wprawdzie niespecjalnie to lubię, robię to, bo muszę. Karmię rodzinę, bo chcę by zdrowo jedli. A na dzieci po powrocie ze szkoły zawsze czeka ciepły posiłek. Zdarza mi się przygotowywać przyjęcie lub obiad dla ponad 20 osób, uważam jednak, że życie jest ciekawsze, niż stanie przy garach.

Czy zmiana nawyków żywieniowych była też elementem spektakularnej metamorfozy? Przyczyniła się do uzyskania oczekiwanych rezulatów?

Kiedy człowiek przechodzi na dietę i włącza sport, dowiaduje się, jak to powinno wyglądać (mam tu na myśli mądrze ułożone przez specjalistów diety),  to ciało zaczyna się zmieniać. Tak było też w moim przypadku te 9 lat temu. Zmiany w nawykach żywieniowych zaczęły się od momentu, kiedy dzieci zaczęły jeść, zaczęłam im gotować, nie chcąc ich karmić gotowym jedzeniem.

Angażuje się Pani w różnego rodzaju akcje charytatywne, również takie z bieganiem w tle – dlaczego?

Bo nie umiem odmówić, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Kiedy słyszę o jakimś działaniu, które ma sens, które warte jest nagłośnienia to absolutnie bez chwili zastanowienia przyłączam się do takiej akcji i po prostu to robię – pomagam.

Czy wspiera Pani jakieś charytatywne działania długofalowe? Fundacje?

Nieustająco i z całego serca wspieram Fundację TVN „Nie jesteś sam“. Angażuje się w działaność K40 – to stowarzyszenie kobiet niezależnych i kreatywnych, które działają i pomagają mieszkańcom podwarszawskiego Komorowa, Pruszkowa i okolic. Prowadzimy bezpłatne warsztaty twórcze i edukacyjne dla dzieci i młodzieży ze wszystkich środowisk w szczególności pochodzących z rodzin zaniedbanych i patologicznych. Organizujemy akcje zbiórki charytatywne I szereg działań skierowanych do dzieci i młodzieży upośledzonej umysłowo, w tym Grupę Teatralną „Wielkie JajoNiedrożność jajowodówNiedrożność jajowodów to jedna z najczęstszych przyczyn niepłodności kobiet, którą rozpoznaje się u około 25% niepłodnych pacjentek. Uniemożliwia plemnikom dotarcie do komórki jajowej, a w przypadku zapłodnienia utrudnia przedostanie się zarodka do jamy macicy. Powstaje na skutek stanów zapalnych dróg rodnych, które często prowadzą do zgrubień ścian jajowodów i powstawania w nich zrostów. Niedrożność jajowodów może być również wynikiem ciąży pozamacicznej, poronień, noszenia wkładki antykoncepcyjnej, następstwem nowotworów jajowodów oraz zabiegów chirurgicznych. Metodą diagnostyczną jest histerosalpingografia, która w przypadku niewielkich zrostów może również stać się metodą terapeutyczną. Pozostałe sposoby leczenia to laparoskopia lub operacja chirurgiczna. ”, która odnosi sukcesy w ogólnopolskich konkursach. Udzielamy pomocy i wsparcia dzieciom leczonym onkologicznie oraz osobom niepełnosprawnym ruchowo. Wspieramy Grupy Seniora i osoby z chorobą Parkinsona.

 

Rozmawiała: Agnieszka Biegańska

Produkcja: Aleksandra Mikołajczyk

Zdjęcia: Lidia Skuza

Make up: Karolina Kurowicka

Dodaj komentarz