Nasze recenzje: Markus Zusak, „Złodziejka książek’

Nasze recenzje: Markus Zusak, „Złodziejka książek’

Książka, która zdobyła liczne nagrody i wyróżnienia. Zbierająca najwyższe oceny. Książka, na podstawie której nakręcono piękny film – wisienka na torcie każdej pisarza. Czy moglibyśmy przejść obok niej obojętnie? Oczywiście, że nie. Dlatego dzisiaj prezentujemy recenzję książki Markusa Zusak pt. „Złodziejka książek”.

Opowieść o miłości i przyjaźni w czasach hitlerowskich – przyznajmy, to brzmi banalnie. Wydawałoby się, że na ten temat trudno napisać już coś nowego. Coś świeżego i wciągającego. Wydawałoby się, że temat jest wyczerpany, a bazując na nim, niemożliwe jest stworzenie niezwykłej historii. To jednak myślenie błędne.

Udowadnia nam to już sam początek książki. Oto nasza bohaterka, Liesel Meminger, na pogrzebie swojego młodszego braciszka kradnie… książkę. Później ukradnie kolejne – czy taki nietypowy wstęp wystarczy, aby obudzić twoją ciekawość?

Jeśli tak się stanie, przeżyjesz niesamowite chwile i z całą pewnością nie będziesz żałować. Bo książka „Złodziejka książek” to niezwykła pozycja, którą przeczytać niemalże wypada.

Całość traktuje o życiu codziennym niemieckiej rodziny – dla nas, Polaków, jest to zupełnie nowa perspektywa. Jesteśmy z bohaterami od pierwszych sukcesów III Rzeszy, po jej sromotną klęskę. Jesteśmy z nimi wtedy, gdy na przekór wszystkim przyjmują do siebie Żyda. Widzimy cierpienia, jesteśmy blisko śmierci, przeżywamy odejście bliskich głównej bohaterki.

Nie jest to jednak tylko książka o cierpieniu. Piękne dni przeplatają się z tymi przerażającymi, co nie tylko dodaje pozycji realizmu, ale też zwyczajnie rozbudza ciekawość.

Streszczanie fabuły byłoby marnotrawstwem czasu i czynnością zupełnie bezsensowną z racji braku możliwości oddania rodzących się przy niej emocji, nie wspominając już o bezlitosnym dla Czytelnika odkrywaniu wydarzeń. Co zatem warto dodać?

„Złodziejka książek” to lektura wciągająca bez reszty – po prawie pięciuset stronach czuje się niemalże niedosyt. Mamy tu piękny język, zachwycające oddanie emocji i czuć oraz prawdziwych bohaterów. Tak prawdziwych, że można odnieść wrażenie, że są gdzieś blisko nas, że żyją naprawdę. Waleczni, odważni, kochający życie.

Mamy tu zaskakujące zakończenie, bolesne, ale znowu – jakże prawdziwe. Zaskakująca jest także sama postać narratora, o której rozpisać się oczywiście nie możemy.

Ta książka udowadnia, że płakać można nie tylko „na filmach”. Można to robić także przy lekturze książki. Płakać nieładnie, z czerwonym nosem i spuchniętymi oczyma.

Tu nie ma minusów, które warte byłyby najmniejszej wzmianki – po prostu trzeba tę pozycję przeczytać. Warto jednak wiedzieć, że gdy zamkniemy ostatnią kartę, możemy mieć problem z powrotem do rzeczywistości. Bo to nie jest tylko książkowy „hit”. To pozycja, która otwiera oczy, zmusza do myślenia i zastanowienia się nad swoim życiem. To książka, po której zwykły, pełny obowiązków albo po prostu nudny dzień stanie się wielkim, niedocenianym do tej pory darem. Serdecznie i gorąco, z czerwonym od płaczu oczyma – polecamy!

Dodaj komentarz