Nasze recenzje: „Jestem żoną szejka”

Nasze recenzje: „Jestem żoną szejka”

To już kolejna książka Laili Shukri – Polki, która wyszła za bogatego szejka i całkowicie zmieniła swoje życie. Nietypowość tej oraz poprzednich pozycji kryje się w tajemnicy – jeśli wierzyć autorce, jej mąż nie zdaje sobie sprawy, iż pisze ona o szczegółach ich życia w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Brzmi niewiarygodnie… i zachęcająco.

Księżniczka czy niewolnica? – pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi

Książka „Jestem żoną szejka” rozpoczyna się od historii poznania bohaterki – Isabelle tudzież Izabeli i jej męża. Scenariusz trochę bajkowy, chociaż w gruncie rzeczy całkiem prawdopodobny – pracująca w dużej korporacji Izabela spotyka Salima i w mgnieniu oka staje się jego wybranką. Wielka miłość, płomienne uczucie, nieukrywane olbrzymie pieniądze – wszystko to powoduje, że miłość kwitnie, a Izabela całkowicie zmienia swoje życiowe plany, wyjeżdża do Emiratów Arabskich i wychodzi za ukochanego.

Niejeden z nas w tym momencie powie: „To teraz się zacznie” – skojarzenie udręczonych Polek, które w podobnych okolicznościach wyjechały z kraju, a potem cierpiały, nasuwa się niemal automatycznie. Cały urok książki polega jednak na wielkiej szczerości autorki. Chociaż rzeczywiście odkrywa brutalność swojego męża, mówi wprost – „Nie wiem, czy jestem księżniczką, czy niewolnicą”. Dlaczego?

„Jestem żoną szejka” nie jest książką o tym, jak źle żyje Laila Shukri. To nie pozycja, którą odkładamy z myślą, jak bardzo współczujemy autorce i jak dobrze, że nie jesteśmy na jej miejscu. Wrażenia po lekturze są raczej dwuznaczne – z jednej strony można odczuć zazdrość, z drugiej kompletne niezrozumienie dla tak obcych dla nas zasad i głęboką niezgodę dla takiego stylu życia.

Mamy tutaj ogromne ograniczenia, na które zgodziła się bohaterka  – brak kontaktu z rodziną, niemożność spontanicznego wyjścia z domu czy chociażby samodzielnego podróżowania. Mamy zderzenie z obcą kulturą, niechęć arabskiej rodziny do samej Izabeli (która przecież nie wnosi swoją osobą żadnych pożądanych wartości), odkrywanie brutalnej strony męża czy choćby świadomość, że prawo nie stoi po stronie matki – nigdy.

Z drugiej strony, mamy olbrzymią miłość i… pieniądze. W książce poznajemy życie, o którym marzy część z nas. Życie, w którym ograniczenia finansowe absolutnie nie istnieją, a zakupy w najbardziej ekskluzywnym butiku na świecie sprowadzają się tylko do kwestii wyboru produktu. Życie, w którym wszystko podane jest na złotej tacy, podawanej oczywiście przez licznych służących.

Sama autorka przyznaje, że choć z początku to krępuje, z czasem staje się oczywistością. Szokująco szybko można przyzwyczaić się do oszałamiającego bogactwa i nabrać pewnego rodzaju arogancji wypływającej z racji posiadania fortuny. Leila Shukri nie mówi: „Jestem taka biedna”. Mówi raczej: „Czasem jest mi dobrze, czasem nie. Poznacie moją historię, poznajcie dylematy”.

W książce poznamy wiele szczegółów dotyczących samego życia w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i są to szczegóły co najmniej szokujące. Gwałty, pedofilia, obsesyjna zazdrość, zepsucie – dla wielu Czytelników obrazy tworzone przez Lailę Shukri będą wyraźne i przykre nawet w kilka tygodni po lekturze.

Czy można pisać w tajemnicy?

Kwestia, która zastanawia wielu Czytelników, dotyczy wiarygodności autorki – przede wszystkim w kontekście ukrywania faktu pisania przed mężem. Czy rzeczywiście można nie tylko pisać, ale i publikować książki w Polsce, ba! – udzielić wywiadu dla jednej z polskich telewizji i zachować to w sekrecie? Wiele osób poddaje to w wątpliwość i trudno im się dziwić. Z drugiej jednak strony – opis sytuacji, która przydarzyła się autorce po promocji poprzedniej pozycji i drobnej „wpadce” nie pozostawia wątpliwości, że jej mąż nie byłby zadowolony z twórczości jego żony. Wszystko to znaleźć można właśnie w „Jestem żoną szejka”. Znajdziemy tam też zdanie, które najmocniej świadczy o prawdziwych emocjach i uczuciach autorki: „Pisanie daje mi siłę. Bo czytelniczki są moimi powierniczkami, a czytelnicy powiernikami. I już nie jestem sama.”

Dodaj komentarz