Nasza recenzja: Patryk Vega „Niebezpieczne kobiety”

Nasza recenzja: Patryk Vega „Niebezpieczne kobiety”

Najnowsza propozycja książkowa Patryka Vegi  scenarzysty, reżysera i pisarza, zbiega się z promocją filmu: „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”. Choć tytuł jest niemal identyczny, książka i film traktują o czym innym. W tym pierwszym znajdziemy coś „z życia” – zapis rozmów z polskimi policjantkami. Z jakiej strony możemy je poznać?  Czy książka jest warta polecenia?

Książka „Niebezpieczne kobiety” to zbiór siedmiu wywiadów z kobietami pracującymi w polskiej policji. Są to wywiady – rzeki, które dotykają tematów związanych w dużej mierze z całym życiem bohaterek. Poznajemy ich zwyczaje, doświadczenia, związki, życie rodzinne. Dowiadujemy się, co gotują na obiad i jak wspominają początki swojej pracy. Teoretycznie wszystkiego jest po trochu, a jednak czegoś brakuje – mianowicie, nie ma książce tytułowego „niebezpieczeństwa”. A może jest, ale nie takie, o jakie nam chodzi – o czym na końcu recenzji.

Rzeczą, która uderza niemal od początku lektury, jest stopniowo topniejąca sympatia do bohaterek – ostatecznie trudno odnieść się do nich pozytywnie. W dużej mierze odpowiada za to słownictwo, jakiego używają odpowiadające na pytania policjantki. Z jednej strony z pozycji autorstwa Vegi trudno spodziewać się czegoś innego – wszak scenarzysta słynie z mocnego języka; z drugiej jednak trudno nie odnieść wrażenia, że wszelakich przekleństw i ordynarności wypowiedzi jest zwyczajnie za dużo. Robi się niesmacznie i w pewnym momencie Czytelnik (nawet niekoniecznie ten wyjątkowo delikatny) musi zrobić sobie przerwę, by odetchnąć.

Bardziej, niż ordynarne słownictwo, uderza jednak obraz polskiej policji. Jeśli w sięgającym po tę książkę Czytelniku znajdują się jakieś – choćby minimalne, pokłady wiary w prawego, „porządnego” policjanta (tudzież policjantkę), to uczucia napływające po tej lekturze będą balansowały na skraju obrzydzenia, zawodu i… tak, szoku.

Te ostre słowa nie biorą się znikąd. Bohaterki książki „Niebezpieczne kobiety” dalekie są od jakichkolwiek pozytywnych wyobrażeń. Można by dużo pisać – o prowadzeniu samochodu po pijaku i nadziei, że w tym stanie się nikogo nie zabije (!); o prymitywnych komentarzach podczas sekcji zwłok, dotyczących braku owłosienia łonowego u 21-letniej dziewczyny, która zginęła w wypadku samochodowym; o pałowaniu, gazowaniu, biciu – wszystkim niemal dla sportu, na pokaz. Mimo tego, iż w książce występuje kilka ciekawych historii, przyćmiewane są one przez ogólne wrażenie tworzone przez bohaterki wywiadów, czyli: „mam jaja, umiem dawać w ryj, chleję na umór i mam słownictwo z rynsztoku”. Z przykrością trzeba stwierdzić, że łagodniejsze podsumowanie byłoby zwyczajnie nieadekwatne.

Chwilami razi przeskakiwaniu z tematu na temat – od menu na obiad do zagrożeń ze strony podejrzanych. To jednak drobiazg, który można by wybaczyć, gdyby nie ogólne, złe wrażenie.

„Niebezpieczne kobiety” rzeczywiście są niebezpieczne, ale na pewno nie w takim znaczeniu, o którym myśli Czytelnik, sięgający po raz pierwszy po tę pozycję. Są niebezpiecznie aroganckie, wulgarne, nieprzyjemne. Można odnieść wrażenie, że wkładając mundur, odsłaniają mroczną część swojej osobowości. I nie ma to związku z obrazem policjanta, który ma bronić ludzi.

Być może łatwo wypowiadać się z perspektywy osoby niepracującej w służbach mundurowych. Być może większość policjantów i policjantek daleko odbiega od wizerunku stworzonego przez bohaterki książki. Być może one same nieco „ponaciągały” swoje opowieści. Jedno jest jednak pewne – tak nie powinno to wyglądać. I to uczucie zniesmaczenia będzie towarzyszyło każdemu, kto przebrnie przez tę ciężką lekturę.

Dodaj komentarz