„Jeszcze jeden oddech” – o książce

„Jeszcze jeden oddech” – o książce

Większość książek, które pojawiają się w tym dziale, to recenzje. Oceniamy, czy warto książkę kupić, jaki jest styl autora, czy treść wciągnie nas na kilka godzin. W przypadku „Jeszcze jednego oddechu” słowo: „recenzja” byłoby bardzo nie na miejscu. Nie sposób zrecenzować opowieści człowieka, który umiera i przelewa na papier swoje przemyślenia.  Nie sposób poddać ocenie sposobu pisania wiedząc, że autor bywał w różnej, często fatalnej kondycji. Tym razem nie będzie zatem recenzji. Dowiecie się za to, co możecie znaleźć w tej pozycji – bo nie jest ona dla każdego.

O książce

„Jeszcze jeden oddech” to książka wyjątkowa – trudno znaleźć podobną nawet pośród tysięcy innych. To opowieść czytana ze świadomością, że pisał ją człowiek, który odnosił się do swoich prawdziwych i bardzo aktualnych doświadczeń. Człowiek, który na pewnym etapie pisania zmarł, nie dokończywszy swego dzieła. Tłukąca się z tyłu głowy myśl o tym wprawia w refleksyjny nastrój i sprawia, że automatycznie poświęcamy pozycji należne skupienie.

Autorem książki jest Paul Kalanithi – neurochirurg, absolwent nauk biologicznych oraz literatury angielskiej. Przez dziesięć lat ratował ludziom życie pracując jako lekarz, w końcu – w wieku 37 lat, w 2015 roku, zmarł na nowotwór płuc. Autor wiedział, że umiera – w momencie diagnozy nowotwór był już w IV stadium zaawansowania.

„Wszyscy podlegamy skończoności”

Książka dzieli się na dwie części – w pierwszej Paul Kalanithi opowiada o swoim życiu sprzed diagnozy – w dużej części o swoich doświadczeniach jako lekarz, w drugiej koncentruje się na swojej walce z nowotworem. To przykra lektura – czytelnik od początku wie, że neurochirurg tę walkę przegra.

To jedna z tych pozycji, które chwytają za serce, chociaż nie ma tutaj ani patosu, ani wściekłości, ani wielkich pytań do Boga. Wielu z nas zastanawia się, jak na śmiertelną diagnozę reagują lekarze. Jak czują się ci, którzy dotąd byli po „drugiej stronie”. Okazuje się, że Paul Kalanithi jako pacjent zmienia się w kogoś, kto szuka odpowiedzi, rozważa swoje życie. To trudna droga – zwłaszcza, że jako lekarz miał przygniatającą świadomość czekających go wydarzeń.

„Wszyscy podlegamy skończoności” – to piękne słowa, które możemy określić jako motto książki. Wszyscy, bez wyjątku, potrzebujemy czasem bodźca do zatrzymania się. Do chwili refleksji nad swoim życiem, pędem, osiąganiem kolejnych sukcesów i kupowaniem kolejnych przedmiotów. Książka „Jeszcze jeden oddech” jest właśnie takim bodźcem. Stanowi świadectwo tego, jak równi jesteśmy wobec śmierci. Jak jeden dzień może zmienić nasze życie i jak wszystko to, co robiliśmy wcześniej, może zacząć wydawać się niepotrzebne. To przypomnienie, że nagle możemy stracić wszystko – warto więc się zatrzymać.

„Wszyscy podlegamy skończoności”, wszyscy jesteśmy równi - niezależnie od stanu portfela, znajomości czy wiedzy. To banał, wielokrotnie powtarzany frazes, a jednak tak często wydajemy się sobie nieśmiertelni. Podobnie nietykalni wydają nam się czasem lekarze – książka „Jeszcze jeden oddech” to dowód na to, że choroba i śmierć nie pytają nas o zawód, a wiedza o nich to za mało, by przed nimi uciec.

Nie sposób nie wspomnieć o obrazie małżeńskiej miłości, jaki zapisany jest na kartach książki. Miłości widzianej oczyma Kalanthiniego i miłości widzianej oczyma jego żony. Epilog napisany przez nią to słowa przeładowane emocjami, a jednak niosące spokój. Pięknie jest czytać, że taka miłość jest wciąż możliwa.

Nie na chwilę, nie na szybko

„Jeszcze jeden oddech” to międzynarodowy bestseller. Kupując jednak tę książkę, nie sugerujmy się tym, że jest „modna”. Jest przede wszystkim inna oraz wyjątkowa i to o tym musimy pamiętać.

Dodaj komentarz